<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Forum literackie pisarzy początkujących!</title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl</link>
<description></description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=182#p182</link>
<guid isPermaLink="false">182@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[W Warszawie mieszkałam od urodzenia, z rodzicami i Tomkiem, moim bratem starszym ode mnie o siedem lat. Tomek wyprowadził się z domu, gdy miał dziewiętnaście lat. Wyjechał do Krakowa, najpierw na studia medyczne, a potem został już tam na stałe. Kiedy ja dorosłam i zdałam maturę, rodzice zaczęli pytać mnie co dalej zamierzam robić w życiu. W przeciwieństwie do mojego brata nie miałam tak sprecyzowanych planów na życie, nie do końca wiedziałam, co chcę robić w przyszłości. Zdecydowałam się zdawać na germanistykę. Myślałam, że może zostanę tłumaczką, może będę uczyć w szkole. Widziałam dla siebie różne perspektywy. Oczywiście tego co szykowało dla mnie życie, nie przewidziałam nawet w najśmielszych planach czy marzeniach. <br /><br />Jeszcze na studiach znalazłam płatny staż na stanowisku konsultanta do spraw zamówień w polskim oddziale międzynarodowej firmy aranżacyjnej. Staż trwał rok, w tym czasie współpracowałam z wieloma firmami, które dostarczały materiały i usługi dla mojej firmy, a kiedy dobiegał końca, zaczęłam zastanawiać się co dalej robić w życiu. Dostałam od firmy doskonałe referencje i miałam otwartą drogę, do rozwijania kariery, postanowiłam skorzystać z tej szansy. Rozesłałam aplikacje do większoci firm z którymi do niedawna współpracowałam. Jedna z nich odpowiedziała niemal natychmiast. Jedynym źródłem wątpliwoci było to, że musiałabym przenieść się z Warszawy do Bydgoszczy. Mimo obaw postanowiłam spróbować, załatwiłam sobie urlop dziekański na uczelni,&nbsp; spakowałam walizki i wyruszyłam na podbój świata. <br />Firma, w której zaczynałam pracę pomogła mi wynająć mieszkanie na start. Nie było ono w żadnym stopniu luksusowe. Mały pokój, jeszcze mniejsza kuchnia, wszystko to urządzone w stylu późnego PRL-u, na czwartym piętrze w bloku z wielkiej płyty. To było dokładnie to czego szukałam. Chciałam żeby mieszkanie było niewielkie, blisko firmy i żeby czynsz nie był wysoki. Chciałam tam pomieszkać kilka miesięcy, dopóki moja sytuacja w firmie się nie wyklaruje i dopóki nie znajdę swojego miejsca na ziemi w Bydgoszczy. Największym plusem tego mieszkania był widok z okien. Wychodziły one na południe i zachód, a niska zabudowa okolicy sprawiała, że z okien można było podziwiać pięną panoramę miasta. <br /><br />Mieszkanie znalazł dla mnie Adam, chłopak zajmujący się realizacją projektów. Potem śmialiśmysię, że to był nasz pierwszy wspólny projekt, który zapoczątkował długą i owocną współpracę. Zawsze doskonale się rozumieliśmy, bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy, chociaż nasza znajomość w dziwny sposób ograniczała się tylko do spraw służbowych. W zasadzie nie znaliśmy się z prywatnej strony, nie wiedzieliśmy o sobie nic, prawie nic. Nigdy nie rozmawialiśmy ze sobą na osobiste tematy, a mimo to wiedziałam, że na Adama mogę liczyć w każdej, najtrudniejszej nawet sytuacji. <br /><br />W padzierniku, trzy miesiące po przeprowadzce do Bydgoszczy, podpisałam kontrakt na pięcioletnią współpracę. Z tej okazji w piątek zaprosiłam na drinka Adama i Sylwię,&nbsp; która była drugą najbliższą mi osobą w Bydgoszczy. Niestety Adam nie mógł z nami pójść, bo, jak stwierdził, miał jeszcze coś pilnego do załatwienia. Sylwia powiedziała mi później, że chlopak w weekendy jeździ do dziewczyny do Grudziądza, bo w zasadzie tylko wtedy mają czas się spotykać. Poszłyśmy do knajpy, nieopodal naszej firmy. Nazywała si&#234; &quot;Lá agus oíche&quot;, co po irlandzku znaczy dzień i noc. Można tam było i dobrze zjeść i pogadać przy piwie, lub lekkim winie.<br /><br />-Magda, ty tak po prostu spakowałaś się i przyjechałaś tutaj? Nie było nic, co by cię tam trzymało? - zapytała mnie, kiedy skończyłam opowiadać jej moją historię. <br /><br />-Było, oczywicie. W Warszawie zostali moi rodzice. W zasadzie sami, bo brat mieszka w Krakowie, więc też daleko. Ale to była moja szansa. Ja nie miałam nic do stracenia. Nie chciałam żałować, że nie spróbowałam swoich sił tutaj. Poza tym pół roku temu rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam cztery lata. Tak więc ten wyjazd do Bydgoszczy, to był dla mnie początek nowego życia.<br /><br />-Cztery lata? - zdziwiła się Sylwia. Zrobiła przy tym tak wielkie oczy, jakby conajmniej zobaczyła ducha - rety, ja jeszcze nie byłam w związku dłuższym niż pół roku. A to i tak wydawało mi się wiecznością. Czemu się rozstaliście?<br />-Wydawało mi sie, ze to był bardzo poważny zwiazek, planowaliśmy wspólne życie, mieliśmy budować dom. Generalnie miała być bajka. Ale książe okazał się być nic nie wartym łotrem. Niestety prawda była taka, że jak mój były poczuł się zbyt pewnie w tym związku. Myślał, chyba że zawsze będę w nim tak bezgranicznie zakochana, że nie będę widziała jego zachowania, albo nie zorientuje się w jego kłamstwach. Owszem z początku tak było, później jednak zaczęłam przeglądać na oczy. <br />-Stało się coś takiego, że zrozumiałaś, że jest źle?<br />-Na początku nie dostrzegałam nic dziwnego, jednak on powoli odsuwał ode mnie wszystkie bliskie mi osoby. Rodzinę, przyjaciół. Któregoś dnia okazało się, że przeglądając listę kontaktów w telefonie nie mam do kogo zadzwonić, żeby pogadać. Zrozumiałam, że coś jest nie tak. Zaczęłam się dużo mocniej przyglądać temu związkowi, bardzo pomogła mi wtedy mama, pokazała mi wiele rzeczy, których ja nie dostrzegałam wcześniej. Potem już potoczyło się szybko. Byłam wyczulona na różne dziwne sytuacje. Któregoś razu odwiedziłam go w pracy, pracował do późna. Wieczorem, kiedy wracałam do domu dostałam od niego SMS-a, nigdy tego nie zapomnę. Napisał &quot;Kochanie, ty juj leżysz w łóżeczku, a przede mną jeszcze długa droga do domu. Chciałbym już być z tobą.&quot; To było jakieś dwadzieścia minut po tym jak się rozstaliśmy. Było jasne, że nie pisał tego do mnie. Oczywicie próbował mi wmówić, że miał chwilkę i napisał to, żeby później wysłać. Ja już nie dałam się nabrać. Spakowałam wszystkie rzeczy jakie miał u mnie i wysłałam mu pocztą. Nie chciałam go już więcej widzieć.<br />-Serio miał cię za taką naiwną?<br />-Nie wiem, z resztą to nie ma znaczenia już teraz. Staram się nie ogądać za siebie. Żałuję tylko, że z częcią dawnych znajomych nie udało mi się odnowić kontaktu. Dobra, zmieńmy temat. Dziś mamy się cieszyć, a nie roztrząsać przeszłość. Napijemy się jeszcze wina?<br />-Jasne jeszcze po lampce. - w oczach Sylwii widziałam milion pytań,&nbsp; ktore chciala mi jeszcze zadać.&nbsp; Taka już była... dociekliwa, może nawet ciekawska, ale w tym dobrym sensie. Jednocześnie szanowała granicę, którą postawiłam.<br />Poprosiłam kelnera, który nas tego dnia obsługiwał o uzupełnienie kieliszków, a kiedy tylko odszedł od naszego stolika, Sylwia zaczęła chichotać.<br />-Madzia, przepraszam, trochę mi to wino do głowy uderza już, dlatego tak się śmieję, ale widziałaś jak ten kelner na ciebie patrzył. Wpadłaś mu w oko. <br />-Nie wygłupiaj się, wszędzie widzisz szanse na romans. <br />-Nie moja wina, że patrzył tylko na ciebie. Magda, przecież ja Cię z nim nie swatam, tylko mówię, że wpadłaś mu w oko. Nie wiem, czasem mam wrażenie, że nie dostrzegasz jak podobasz się facetom, a może nie chcesz tego zobaczyć. Ok., dużo przeszłaś, ale nie zamykaj się. Wyluzuj.<br />-Sylwia, nie zamykam się, ale nie szukam też na siłę. Nie chcę uganiać się za tak zwanym szczęściem. Jest mi dobrze tak jak jest i nawet jeśli masz rację i podobam się temu chłopakowi, to nie mam zamiaru pchać mu się w objęcia.<br />***<br />Kilka dni później znów odwiedziłam tą samą knajpkę, postanowiłam wyjść tam w przerwie w pracy. Bardzo lubiłam to miejsce, miało swój ciekawy klimat. Tego dnia obsługiwał mnie ten sam kelner, co kilka dni temu, kiedy tylko go zobaczyłam, przypomniały mi si&#234;ę słowa Sylwii. Może faktycznie ten chłopak umiechał się do mnie bardziej niż do innych, tylko ja nie chciałam tego zauważyć, ale nawet jeli tak, to przecież o niczym tak naprawę nie świadczy. Zamówiłam sałatkę włoską, tak zwaną specjalność zakładu. Kiedy kelner odszedł, ja zajęłam się pracą. Ostatnio firma przygotowywała aranżację jednego z hoteli w Bydgoszczy, było to bardzo duże zlecenie, a to wiązało się z ogromem pracy jaki na mnie spadł. Teraz zawsze miałam pod ręką kalendarz i materiały potrzebne do kontaktu z inwestorem. <br />-Proszę bardzo, pani sałatka i kawa. - znajomy kelner wyrwał mnie z zamyślenia.<br />-Dziękuję bardzo, ale ja nie zamawiałam kawy.<br />-Przecież zawsze zamawia pani sałatkę i kawę. - umiechnął się kelner i puścił do mnie oczko mówiąc - a ta jest od firmy.<br />Umiechnęłam się tylko w odpowiedzi, bo nie wiedziałam co powiedzieć. Faktycznie od kiedy zaczęłam tu przychodzić w porze lunchu, składałam zazwyczaj to samo zamówienie, duża kawa i sałatka włoska. Widocznie kelnerzy znali mnie już na pamięć i standardowo przygotowywali dla mnie ten zestaw. Jednak byłam zbyt pochłonięta pracą, żeby zajmować si&#234; takimi przemyśleniami, szybko wróciłam do swoich zajęć. Nawał pracy jaki teraz miałam na głowie był dla mnie wyrazem zaufania jakim zostałam obdarzona przez szefa. Tym bardziej zależało mi teraz, żeby udowodnić, że ten kontrakt to nie była pomyłka. Żeby to udowodnić musiałam być obecna przy każdym etapie konsultacji i decyzji w sprawie aranżacji hotelu. Wszystko to sprawiało, że miałam teraz totalne urwanie głowy, ale była to też ogromna satysfakcja. Pierwszy raz od bardzo dawna czułam, że robię to co lubię, że znalazłam swoje miejsce na ziemi. Że mogę znów zacząć marzyć o tym co będę robić za kilka lat, jak będzie wyglądać moje życie. Przejrzałam jeszcze raz wszystkie zamówienia jakie wystawiliśmy dla wykonawców projektu i poprosiłam o rachunek. Zapłaciłam za sałatkę i kawę, mimo że kelner nie doliczył jej do rachunku. <br />Przez kilka kolejnych tygodni podobna sytuacja powtórzyła się kilka razy, za każdym razem, kiedy jadłam w Lá agus oíche mój &quot;znajomy&quot; kelner dodawał mi kawę gratis. Ja natomiast za każdym razem do rachunku doliczałam wartość kawy i taką kwotę płaciłam. Kiedy powiedziałam Sylwii o tych sytuacjach, ta oczywicie zrugała mnie od góry do dołu, że nie dam sobie nawet kawy postawić. Że to nic zobowiązującego i, że raz na jaki czas mogłabym zaszaleć i pozwolić by jakiś facet mnie chociaż trochę podrywał. W końcu, po kolejnej rozmowie z Sylwią, zdecydowałam się przyjąć kawę od chłopaka. <br />To był bardzo ciepły dzień, jak na listopad. W ogóle jesień tego roku rozpieszczała pogodą. Niewiele było deszczowych dni, do tego ciepło, piękne złote kolory na drzewach. Zdecydowanie ta jesień nastrajała optymistycznie. Skończyłam tego dnia wczeniej. Projekt hotelu był już praktycznie zamknięty, więc w końcu mogłam trochę odpuścić. Kiedy weszłam do lokalu, od razu zjawił się przy mnie ten sam kelner, powital mnie szeroko się umiechając i poprowadził do stolika przy oknie.<br />-Podać to co zwykle?<br />-Hmm, nie. Dziś poproszę kawę i jakieś dobre ciasto.<br />Kilka chwil później kelner przyniósł zamówienie, z umiechem życzył smacznego, dodał, że kawa oczywicie od firmy i odszedł. Ciasto okazało się wyśmienite, delikatny biszkopt, gruszki i pyszny krem. Po prostu pyszności. Chłopak trafił tym wyborem idealnie w mój gust. <br />Kiedy poprosiłam o rachunek, było na nim tylko ciasto. Umiechnęłam się i tak jak obiecałam Sylwii, zdecydowałam się wykonać jakiś gest w stronę tego chłopaka, który tak wytrwale próbował do mnie dotrzeć. Chociaż z drugiej strony było mi niezręcznie, trochę nawet głupio, bo, pomimo że czułam wyraźne sygnały płynące od tego chłopaka, miałam mnóstwo obaw, że ten gest z mojej strony będzie jakimś rodzajem narzucania się. Kurcze, niby to nic, drobny gest, a taki trudny, co gorsza, zawsze uważałam się za odważną osobę, a tu takie nerwy i stres. Zupełnie nie spodziewałam się takiej reakcji po sobie. No ale dobrze, skoro postanowiłam sobie, że zrobię jakiś krok w jego stronę, to muszę trwać w tym postanowieniu. Lepiej, muszę je zrealizować! Zapłaciłam za ciastko, a na odwrocie rachunku napisałam krótkie &quot;dziękuję - Magda&quot;. Zebrałam swoje rzeczy, pożegnałam się szybko i wyszłam. Z jednej strony byłam z siebie dumna, że jednak się odważyłam, z drugiej czułam dziwne zażenowanie. <br />Po kilku dniach ponownie odwiedziłam knajpkę. Zajęłam stolik przy oknie i jak zwykle rozłożyłam na nim stos dokumentów. Pogrążyłam się w pracy na tyle, że nie zauważyłam jak kilka minut później do stolika podszedł ten sam co zazwyczaj kelner, postawił przede mną kawę, ale dopiero kiedy odezwał się do mnie, zwróciłam na niego uwagę.<br />-Cześć. <br />-Co?... a, cześć - umiechnęłam się, czując jednocześnie jak cała oblewam się rumieńcem.<br />-Przepraszam, że przeszkadzam, chciałem ci tylko podziękować, że jednak odpowiedziałaś na moje zaproszenie na kawę. Muszę przyznać, że powoli traciłem już nadzieję. <br />-O, no wiesz, mam teraz ważniejsze sprawy... znaczy mam masę rzeczy na głowie. - zaczełam się jakać i nerwowo zaczesywać włosy za ucho. -Eh przepraszam, wiem, że głupio to brzmi.<br />-Trochę tak. - umiechnął się chłopak i dodał - Ale może kiedy będziesz miała więcej czasu, żeby mi to wytłumaczyć. Tymczasem, życzę smacznej kawy i nie przeszkadzam już. <br />Chłopak puścił do mnie oczko, jeszcze raz szeroko się uśmiechnął i wrocił za bar. Ja za to złapałam się za głowę, jak można było się tak bardzo speszyć, zakręcić. Och, fatalna wpadka. Byłam tak zawstydzona, że bałam się spojrzeć po raz kolejny w jego strone. <br />Kiedy zbierałam się do wyjcia, kelner przyniósł mi etui, w którym zamiast rachunku był liścik &quot;Mam nadzieję, że kawa smakowała. Odezwij się jak będziesz miała luźniejszą głowę. Robert.&quot; na odwrocie kartki zapisany był jego numer telefonu. Schowałam licik do kieszeni, &quot;czyli nie dałam aż tak strasznej plamy&quot; pomylałam i umiechnęłam się do własnych myśli. Zaraz po wyjściu z restauracji wpisałam do telefonu numer chłopaka. Znając swoje szczęcie i roztrzepanie byłam niemal pewna, że w przeciwnym wypadku kartka wyparowałaby z mojej kieszeni w jakiś cudowny i ciężki do wytłumaczenia sposób. <br />Wróciłam do firmy, chociaż ciężko mi było skupić się na pracy. W pewnym, momencie do mojego pokoju zajrzał Adam.<br />-Cześć pracusiu, chyba czas na przerwę, co? Zamawiamy pizzę, przyłączasz się?<br />-Hej, jasne, że się przyłączam. - ucieszyłam się, że ktoś odrywa mnie od pracy. - za raz do was przyjdę.<br />-O nie, nie. Nie za raz. - Adam podszedł i odsunął mój fotel od biurka i zaczął przesuwać w stronę drzwi. - teraz mówisz, że się zgadzasz, a jak przyjedzie pizza, to jak zwykle powiesz, że nie masz czasu. <br />-Ale Adam<br />-Nie ma żadnego &quot;ale Adam&quot;. Szefa nie ma, wrzucamy na luz. Nie marudź, porywam cię i koniec.<br />***<br />Po powrocie do domu, nie chciałam już ani chwili odwlekać rozmowy z Robertem, postanowiłam zadzwonić od razu. W końcu to był magiczny czas, początek grudnia, zbliżały się święta - czas cudów. Za oknem świat pokryty śniegiem i przystrojony świątecznymi dekoracjami. W takiej scenerii, każdy wieczór wydawał się magiczny.<br />-Halo. - Chłopak odebrał po kilku sygnałach.<br />-Cześć to ja, Magda. <br />-Magda? - w słuchawce nastała chwila ciszy. Przez moment pomylałam, że chłopak mnie nie kojarzy, albo, że pomyliłam numer, jednak po chwili Robert odezwał się już pewnym głosem. - Przepraszam, trochę mnie zaskoczyłaś, nie spodziewałem się, że tak szybko zadzwonisz. Szczerze mówiąc, to wątpiłem, że w ogóle to zrobisz.<br />-Wiesz, chciałam jak najszybciej zatrzeć, to paskudne wrażenie, jakie pozostało po naszej dzisiejszej rozmowie. <br />-Ja miałem same pozytywne wrażenia. To było urocze, zastanawiałem się czy tak bardzo chcesz mnie spławić, czy tylko wyrwałem cię z tak głębokiego zamyślenia.<br />-O, tak! - zaczęłam się śmiać. - Dla ciebie moja plątanina była urocza. A ja próbowałam jakoś z twarzą wybrnąć z sytuacji. To zdecydowanie musiało być urocze. <br />-Było. -powiedział bardzo głebokim tonem, a po chwili dodał - Musisz mi uwierzyć na słowo... No chyba, że kiedyś pozwolisz mi, żebym cię o tym przekonał.<br />-Robert, wiem, że bardzo długo musiałeś się starać, żebym odpowiedziała na twój gest, ale zapewniam cię, że nie jestem tak niedostępna jakby się to mogło wydawać - przez moment zastanawiałam się, jak dobrać odpowiednie słowa, ale w końcu doszłam do wniosku, że czas postawić sprawę jasno. - Więc jeśli chcesz mnie gdzieś zaprosić na kawę czy coś, to po prostu to zrób, a ja po prostu się zgodzę.<br />-Nawet jeśli zaproszę cię na randkę?<br />-Tak nawet jeśli będzie to randka. - odpowiedziałam i zagryzłam wargę czekając na jego reakcję. W słuchawce znów nastała chwila ciszy. <br />-Więc. - odezwał się w końcu Robert. - zapraszam cię jutro wieczorem na kolację. <br />-Dobrze. Gdzie?<br />-To już będzie niespodzianka. Przyjadę po ciebie o dziewiętnastej podaj mi tylko adres i czekaj na mnie. <br /><br /><br /><a href="https://www.wattpad.com/story/326913060?utm_source=android&utm_medium=link&utm_content=story_info&wp_page=story_details_button&wp_uname=magos_ka&wp_originator=p2rE8162RQlkPimm%2FScnryGa%2FGHwe5NtlCryBnBPwAVCkXo45UrBRZ60B1jJfnhwcflLTcLbxO2pcZaHYMm2p5MUFl43DT3l5JVtxl5unjjAFtfyj8GpPKz8hCJ9hhgv" target="_blank" rel="nofollow">https://www.wattpad.com/story/326913060 &hellip; z8hCJ9hhgv</a>]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 16 Czerwiec</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 16 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Cykl</title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=181#p181</link>
<guid isPermaLink="false">181@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[y nktóre poczęte <br />dorosnąć powinno <br />życie złośliwe <br />płata figle<br /><br />owoc dojrzewa <br />wcześniej kwitą <br />kwiaty <br />przykuwając<br />wabią owady <br /><br />sady w bieli <br />szaty włożyły <br />maj rozdał <br />po części&nbsp; <br />światu<br /><br />liście puszczają <br />zbudzone lasy&nbsp; <br />zrobiło się <br />zielono<br /><br />toteż w moim <br />sercu <br />przepych wielki <br />ptaki wróciły <br />lody stopniały <br /><br />pytam gdzie jesteś <br />by razem się wsłuchać <br />wieczorami&nbsp; oglądać <br />zachody<br /><br />radośnie serce <br />ponownie zabije <br />przyjdą amory <br />wielkie kochanie <br /><br />nie zapomnij <br />o mnie <br />kiedy jesień <br />powróci <br />po czym odejdzie<br />zostanie czekanie<br /><br />&nbsp; x&nbsp; x x <br /><br />a kiedy żyjąc<br />będąc zmęczony <br />cofając czas <br />przypomnę sobie <br /><br />tamtego mężczyznę <br />nie stroskanego <br />który chciał podbić <br />świat cały <br /><br />jakoś nie wyszło<br />chociaż byłem <br />twardy <br />żeby serce nie zabolało <br /><br />innych nie raniąc <br />tym popuszczałem <br />wstrzymując <br />rękę żelazną <br /><br />mnie żal <br />słodyczy brakło<br />dziewczyna rzuciła <br />dawno temu <br /><br />ale pamiętam <br />wszystko na przekór <br />przeciwności same <br /><br />na co <br />i po co <br />zamiecione pod dywan <br />by moje oczy <br />nie widziały <br /><br />chociaż nie widzę <br />również boli <br />tyle miesięcy <br />zmarnowanych <br /><br />&nbsp; x&nbsp; x&nbsp; x<br /><br />dziś wódka <br />jutro znowu <br />wszyję <br />pijaczyna <br />na mnie mówili <br /><br />jak to <br />bez nazwiska <br />moczy morda <br />liczyłem na sępa <br /><br />znalazł się taki <br />dołączył trzeci<br />pijaki za rogiem <br />pety zdeptane <br /><br /><br />rzygowiny <br />dobrze nie poszło <br />potem fikołki <br />poobijany <br /><br />rankiem o świcie <br />znów męczył kac <br />ostatni raz <br />wmawiałem sobie <br /><br />rzuciwszy <br />nie rzucałem <br />szkoda kolegów <br />dół wielki<br />przegrywając życie <br />stanąłem na nogi <br /><br />mino trzy lata <br />dawno nie ciągnie <br />chociaż by ciągło<br />silna wola <br /><br />do ciebie <br />mówię <br />rzuć to świństwo <br />z gęby nie zaśmierdzi <br />staniesz się człowiekiem]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 24 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 24 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=180#p180</link>
<guid isPermaLink="false">180@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Lata długie<br />Autor:gabriel123Kategoria:O życiuDodano:2022-10-24 07:13:14Czytano:0 razy<br />Bogaty świat<br />drzewa<br />i kwiaty<br />góry doliny<br />Boży dar<br /><br />cztery pory roku<br />które czarują<br />zachęcają<br />by żyć<br /><br />więc łapię tchem<br />niczym ryba<br />w wodzie<br />płynność tchnień<br />chociaż potykam<br /><br />raz<br />za razem<br />czasem bije szybciej<br />kochania mało<br />pragnie więcej<br /><br />może się znudzi<br />kiedy zaboleje<br />moja głowa<br />ciężkim ołowiem<br /><br />dość<br />nie kochać wcale<br />tylko jak wyzwolić<br />kiedy liczność<br />lat długie<br /><br />mają swoją górę<br />którą nie przeniosę<br />na szczyt prowadzą<br />uczucia moje<br /><br />kochasz<br />cierp<br />przeciwnie<br />pustka w sercu<br />żadne ramiona<br />nie przyjmą<br />x x x<br />do tej samej szkoły chodzili<br />ten sam rocznik<br />ta sama klasa<br />lecz dziewczyna szybciej<br />dojrzewa<br />czego nie rozumiał<br /><br />chłopak chciał pierwszy raz<br />by stać się mężczyzną<br />ona w oddali<br />poniosło życie<br />przypomniał sobie<br />widząc jej zdjęcie<br /><br />w panoramicznym ekranie<br />cali dwanaście<br />wrzucił swoja fotkę<br />może zobaczy<br />nie chodzi o kochanie<br />tylko przypomnienie<br />że byli<br />z jednej klasy<br /><br />może gdyby mrugnęła<br />do niego jednym okiem<br />wtedy by załapał<br />nie tracąc czasu<br /><br />ruszając zegary<br />z godziny zero<br />innym torem<br />a w wagonie<br />życie<br /><br />x x x<br /><br />skarb nosisz w sobie<br />który złotem w twojej głębi<br />błyszczy<br /><br />coś ty za jedna<br />serdeczna<br />i miła<br />więc myślę<br />czy zasługuję<br /><br />dziękuję<br />iż gasisz mroki<br />żarówkę wkręcasz<br />niech świeci<br /><br />patrząc z ziemi<br />słońce nie ogromne<br />gdyż lata świetlne<br />dalece pomniejszają<br /><br />naszych też nie zmierzą<br />kosmosem jesteśmy<br />poświatą<br />dla siebie<br /><br />wtedy<br />nawet ślepiec zobaczy<br />którymś zmysłem<br />wyobrazi<br /><br />x x x<br /><br />wyobraźnia targa<br />poświata ludzka<br />ino Bóg wie<br />o czym człowiek<br />myśli<br /><br />czy wielki<br />czy mały<br /><br />znacznie wyżej<br />idealistą<br />martwiąc Boga<br /><br />w zawrotnym tempie<br />wszystkiego nie uchwyci<br />świat spieszy<br />nie chce być w tyle<br /><br />nie widzieć pleców<br />bardzo ważne<br />puki młody<br />biegnie przed siebie<br /><br />maratończyk<br />droga długa<br />zatrzymać się<br />na chwilę<br /><br />i znowu<br />biegnie<br />wykończy pewnie<br />kiedy przed nim<br />świtów tyle<br />Komentarze]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 24 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 24 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title>Dla Niezdarnie</title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=178#p178</link>
<guid isPermaLink="false">178@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[[center]Dla Niezdarnie<br /><br />Inspiracja, Niezdarnie - twa urzekła mnie.<br />Bezdech...<br />Rozlewam z mych płuc tlen jak wiatr.<br />Bywa, że z łzami rani jak grad podczas spaceru bez parasola.<br />Choć tak wiele pragnę ust.<br />Choć tak trudno mi się oddycha gdy oddycham bez wspólnych snów.<br /><br />Swawolna?<br /><br />Wola nieba?<br /><br />Wola życia?!..<br /><br />Powoli znikam.<br />Drzewko szczęścia..<br />złudna nadzieja, a może bezdech, zapomnienie oddechu.<br />Powoli, po troszeczku, w pośpiechu, a może jednak..<br /><br /><br />Deszcz i susza - wdech i wydech]]></description>
<pubDate>Âroda 15 Czerwiec</pubDate>
<comments>Âroda 15 Czerwiec</comments>
</item>
<item>
<title>Czemu?</title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=177#p177</link>
<guid isPermaLink="false">177@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Czemu życiem mym rządzi przypadek?<br />Czemu głupi dostanie partnerkę w spadek?<br />Czemu głupota stała się dominium tego świata?<br />Czemu czuję jakby do głowy przyłożono mi gnata?<br /><br />Tyle dni, tygodni, miesięcy, lat spędzonych nad źródłami wiedzy wszelkiej <br />Tyle trudu, potu, czasu utopionych w próżni wielkiej<br />Tyle czasu spędzonego nad doskonaleniem ideałów, celów, wartości <br />Tyle wkładu własnego, we wykształcenie osobistości <br /><br />Czemu głupi ma lepiej od wykształconego?<br />Czemu nikt nie zauważy oświeconego?<br />Czemu każdy pod nogi kładzie mi kłody?<br />Czemu mam już od tego tyle bólu głowy?<br /><br />Ideały utopione w latach ubiegłych<br />Czemu nie spotkały tylu uległych?<br />Bóg, honor, ojczyzna dziś skanduję<br />Czy ktokolwiek mnie zrozumie?<br /><br />Czemu ideały zginęły w mrokach dziejów,<br />A ważne stały się lajki dane od influencerów?<br />Czemu nikt już mnie nie rozumie?<br />Na tym świecie nikt już zdrowo nie pojmuje..]]></description>
<pubDate>Czwartek 12 Maj</pubDate>
<comments>Czwartek 12 Maj</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=176#p176</link>
<guid isPermaLink="false">176@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Dzień dobry<br />Drodzy forumowicze, zdecydowałem się rozpocząć publiczną karierę pisarską. Przybrałem pseudonim Jan Bogumił Antonik i założyłem stronę na Facebooku, na której w najbliższych dniach rozpocznę publikację w odcinkach mojej pierwszej powieści nie do szuflady. Zachęcam do polubienia strony by być na bieżąco z moją twórczością.<br />Chętnie przyjmę od Was, różne krytyczne uwagi i wskazówki.<br />Poniżej link do jednego z postów na mojej stronie.<br /><a href="https://www.facebook.com/103009932372479/posts/103037002369772/?sfnsn=mo" target="_blank" rel="nofollow">https://www.facebook.com/10300993237247 &hellip; /?sfnsn=mo</a>]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 28 Marzec</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 28 Marzec</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=175#p175</link>
<guid isPermaLink="false">175@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[wychodząc weź serce <br />zawsze przydatne<br />nie zostawiaj<br />w domu<br />wracając<br />wzruszy bardziej<br />widok ścian<br />pokoi<br /><br />jeśli&nbsp; kogoś masz<br />lampą przywita<br />oświetli podwórze całe<br />przytuli<br />dobranoc powie<br />idąc<br />do łóżka razem<br /><br />kiedy ranek<br />uśmiech zabierzesz<br />zjesz śniadanie<br />wypijesz kawę<br /><br />minie dzień<br />powrócisz <br />z pracy <br />z wielkim apetytem<br />jak zawsze]]></description>
<pubDate>Sobota 1 StyczeĹ</pubDate>
<comments>Sobota 1 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Nie ma sensu</title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=174#p174</link>
<guid isPermaLink="false">174@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[nie prawdę mówisz <br />po oczach widzę <br />płytkie kłamstwo <br />chwili nie przetrwa <br /><br />szkarłat na twarzy <br />podły zdradliwy <br />zdemaskowuje <br />ciebie <br /><br />przyłapać <br />na kłamstwie <br />głupio przecież <br />wodziłaś za nos <br /> dojrzałem <br /><br />że miłość <br />kocham <br />sensu nie ma<br />okłamywać siebie]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 31 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 31 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Miejsce i czas</title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=173#p173</link>
<guid isPermaLink="false">173@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[nie zna lat <br />dat <br />czyni <br />pamiętasz <br />biegałeś za piłką <br />strzelałeś do jednej bramki <br /><br />w szkole <br />robiłeś psikusy dziewczyną <br />piegowatą ciągałeś <br />za warkocze <br /><br />dawno temu <br />koledzy pożenieni <br />mają dom dzieci <br />żyją swoim życiem <br /><br />świat zmienił się <br />ludzie <br />i my <br />każde sto lat <br />ma swoje miejsce<br />i czas<br /><br />Big Ben<br /> zmierzy<br />klepsydry <br />niegdyś[<p class="right">]]></description>
<pubDate>Czwartek 30 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>Czwartek 30 GrudzieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=169#p169</link>
<guid isPermaLink="false">169@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Widzę, że forum już nieaktywne. Jeśli jednak ktokolwiek tutaj trafi, to zapraszam na swoją stronę internetową teksciarztworzy.pl. znajdziecie na niej wszystkie stworzone przeze mnie teksty piosenek.]]></description>
<pubDate>PiĹĄtek 21 Luty</pubDate>
<comments>PiĹĄtek 21 Luty</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=167#p167</link>
<guid isPermaLink="false">167@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[- Załóż czapkę!<br />- Dajcie okulary<br />- Idę z lewej, pan z prawej<br />- Ja przed wami, pani w środku.<br /><br />Dookoła nas biega tłum obcych ludzi. Zdziwione hostessy na pstryknięcie palca jednego z moich ochroniarzy rzucają się do wielkich drzwi i otwierają je jak na komendę. Jeszcze nie wyszliśmy, a wścibskie flesze już wdzierają się do wnętrza budynku. Opuszczam głowę. Idę w kordonie szybkim krokiem. Trzy, dwa, jeden&#8230;<br /><br />- Pani Joanno, czy to prawda, że zaatakowała pani panią Mariettę?<br />- Czy plotka o rozciętej tętnicy szyjnej jest prawdziwa?<br />- Czy ta szklanka naprawdę pękła?<br />- Co ma nam pani do powiedzenia?<br />- A gdyby ucierpiały również inne osoby?<br />- Nie czekacie na policję?<br />- W więzieniu nie ma jak nagrywać vlogów!<br /><br />Idioci. Zwłaszcza ten ostatni. Chociaż nie powiem, lekko uśmiechnęłam się na myśl o minie strażników więziennych, widzących mnie kręcącą vloga na korytarzu lub w celi. Ale za wylanie drinka jeszcze nikt nie trafił do więzienia. Chyba, że ktoś nakręcił o nim Stories na Instagramie i Snapchacie, w którym opowiada o ataku. Wtedy sprawa wygląda inaczej. Wsiadam do auta, jakimś cudem nie uderzając głową o dach. Flesze błyskają jak szalone, kompletnie nic nie widzę. Do samochodu wsiada ze mną Filip, kierowca oraz Tomasz, mój narzeczony. Ten trzeci w eskorcie to był ochroniarz z eventu. Dobrze, że zaoferował nam pomoc, bo inaczej dziennikarze nie daliby mi żyć. Silnik mruczy, tłum powoli się rozstępuje. Szybko naciskam przycisk otwierający dach:<br /><br />- Ja im kurwa odpowiem! - krzyczę wyskakując do góry, ale czuję, że coś ciągnie mnie na siedzenie. Tomasz ma jednak refleks, o którym do tej pory nie miałam pojęcia.<br />- Siadaj! - warczy. I wytłumacz mi, co najlepszego narobiłaś.<br /><br />Jedziemy już dłuższą chwilę. Od kilkunastu minut bezskutecznie próbuję wyprasować ręką niewidzialne zagniecenie na mojej sukience. Muszę w jakiś sposób rozładować stres, a nie mogę przecież krzyczeć na Tomasza przy kierowcy. Mimo, że już nie raz nasłuchał się litanii przekleństw długości składu zupek chińskich, dzisiaj chciałabym mu tego oszczędzić. Czego nie mogę powiedzieć o Tomaszu.<br /><br />- Pytam po raz kolejny, jak mogłaś wylać drinka na Mariettę?! - słyszę jak Tomasz cedzi przez zęby czternasty raz to samo pytanie. Liczyłam. W nerwach jestem w stanie wykonać w mózgu tyle operacji jednocześnie, że czasami zaskakuję samą siebie. Czternaście razy w ciągu kilkunastu minut to prawie co minutę, nie?. Zaciął się czy co? Skoro nie odpowiedziałam do tej pory lepiej niech zmieni taktykę, jeśli chce się ode mnie czegoś dowiedzieć. Moje milczenie i złość Tomasza przerywają 2 głośne chrząknięcia. To nasz umówiony z kierowcą Filipem znak. Oznacza: postaw się, dość milczenia.<br />- Czyli twoim zdaniem ogłoszenie na evencie przed połową branży, że ich nową twarzą zostanie Kamila, a nie ja było fair? Marietta zwyczajnie mnie oszukała. Przecież ustalaliśmy z nią i dwoma dyrektorami operacyjnymi warunki kontraktu od blisko 6 miesięcy i wszystko mieliśmy dogadane! Myślisz, że po co zakładałam te cholerne szpilki? Żeby w nich posiedzieć? To ja miałam wyjść na scenę, to ja miałam stać przed fotoreporterami i szczerzyć się całą noc, ona mnie po prostu oszukała! Więc ten drink, który na nią wylałam to tak naprawdę nic w porównaniu do tego, co mogłabym i chciałabym zrobić. Poza tym to był przypadek.<br />- Przypadek? - Tomasz momentalnie podchwytuje wątek z typową dla siebie naiwnością. Filip zaczyna dławić się ze śmiechu. Odgradza nas szoferka, ale ja mimo wszystko ciągle go słyszę.<br /><br />Kurwa. Jeśli ze wszystkiego co powiedziałam Tomasz wyłapał tylko to, to po co ja się w ogóle odzywałam? Zauważyłam, że ostatnio nabrał dziwnego zwyczaju wyłapywania z moich wypowiedzi wyłącznie ostatniego słowa. Nie wiem, czy w tym momencie żartuje, czy nie, ale jeśli nie to nie będę przecież wyprowadzać go z błędu. Postanawiam pociągnąć to &#8222;nagięcie faktów&quot;:<br /><br />- Oczywiście kochanie. Wiesz, że szpilki to nie Converse, ktoś źle podkleił dywan no i musiałam zahaczyć obcasem o jego brzeg no i masz. Taki nieszczęśliwy wypadek - rozkładam bezradnie ręce i robię minę zbitego spaniela.<br />- A ja myślałem, że zrobiłaś to specjalnie! - Tomasz krzyczy prawie na cały samochód. Filip nie kryje już śmiechu, co przykuwa jego uwagę.<br />- Nie przejmuj się, pewnie dostał jakiegoś smsa - próbuję uratować jego honor.<br />- Racja. To ja zadzwonię do Marietty i powiem, że ten drink to było nieporozumienie - mówi z radością w głosie i wyciąga telefon - może skasuje też te Stories - dodaje. Naiwniak.<br /><br />Gdybym tylko mogła to bym go udusiła. Poznaliśmy się kilka miesięcy temu na jednej z imprez amerykańskiej marki kosmetycznej, wchodzącej do Polski. Zajmował się przygotowywaniem mojego kontraktu. Przeszliśmy razem wiele kłótni i spięć, skończyło się na drinku i związku. W pracy błyskotliwy, na co dzień&#8230; Zupełne przeciwieństwo. Ale tego niestety nie wiedziałam. Czy jest to związek z przyszłością? Nie sądzę. Chyba, że weźmiemy wspólny kredyt.<br /><br />- &#8230; kochana, właśnie jest tak jak mówię, czysty przypadek - słyszę, że Tomasz próbuje uratować mój wizerunek przed Mariettą i połową branży. Mimo tego, że musi wejść jej w dupę jestem mu wdzięczna. Mogę przypadkowo wylewać na inne babska alkohol, a on i tak mnie z tego wyciągnie - tak, daj mi numer do tej firmy&#8230; od dywanów&#8230; nie cateringu, dywanów! Techników! - w słuchawce pika głośno dźwięk przychodzącego smsa - mam mam! To dziękuję ci bardzo i pamiętaj, że jesteśmy zainteresowani współpracą przy kolejnych kampaniach. Tak&#8230; Ja też tak uważam, Joanna również nie miała nic przeciwko&#8230; Tak naprawdę cieszymy się, bo to byłby długi kontrakt na wyłączność, a teraz bez niego czekają nas nowe możliwości&#8230; Dokładnie. Przekażę jej. Dobranoc.<br /><br />Nie interesuje mnie, co Marietta ma mi do powiedzenia. Na pewno nie to, że wykasuje Stories i przeprosi mnie publicznie w telewizji. Tomasz też nie śpieszy się z przekazaniem tej wiadomości. Zapewne znalazła jakąś wymówkę w stylu &#8222;kochana, ta współpraca i tak nie miała potencjału, to były dla ciebie za niskie progi!&#8221;. Podła żmija. Czasami trzeba brać co jest, nawet jeśli miałby to być majonez. No, może przesadziłam. Ale majonez to przecież nic złego, nie? Lubi go pewnie 98% populacji. To nie to samo co nawilżany papier toaletowy. Reklamowała go moja koleżanka, znana w sieci jako Natalia&#8217;sLife. Wróć, znajoma. W tej branży nie da się mieć znajomych, ani przyjaciół. Każdy kopie dołki pod każdym. Jak to szło? &#8222;Nawet bezpośrednio po sraczce możesz czuć się świeżo jak ja przez cały dzień! Polecam, Natalia&#8217;sLife&#8221; - taki komentarz napisał jej jeden z fanów. Ktoś szybko to podchwycił, zrobił z tego mema. Mem poszedł w świat, firma była zachwycona, bo miała viralową reklamę, a znajoma zszarganą opinię. Być może to byłam ja. Ale na szczęście zrobiłam to tak, że nikt się nie dowiedział.<br /><br />Jest październik, 4:46 nad ranem, ciemno do granic możliwości. Naszą drogę oświetlają sklepowe wystawy na Marszałkowskiej. Pięknie. Można by było zrobić tu świetną sesję. Stanąć na środku ulicy, w tle te wszystkie kolorowe światła. &#8222;A wcześniej napisać w testamencie prośbę o wykonanie z tego zdjęcia portretu nagrobkowego&#8221; - kpię w myślach sama z siebie. To jedna z najbardziej zakorkowanych ulic Warszawy, nie ma szans na zrobienie na niej żadnego zdjęcia. Pierwsi śmiałkowie twardo kroczą już ku tramwajom, zawożącym ich do korpo. Przez chwilę nawet im współczuję, a później myślę, że czasami chętnie bym się z nimi zamieniła. Tomasz wykonuje kolejny telefon:<br /><br />- Dzień dobry, Potocki. Pani Marietta uprzedzała, że będę dzwonił? Wspaniale. Czy mamy już winowajcę? Kostrzewski. Świetnie. Zwolnić. Jak to w jakim? Natychmiastowym. Do widzenia.<br /><br />Wspaniale. Jakiś człowiek przez moje kłamstwo właśnie stracił pracę. No ale cóż, nie pierwszy i nie ostatni. Gdybym przyznała się, że wylałam tego drinka specjalnie, Tomasz by mi tego nie darował. Czekałoby mnie tournée po wszystkich programach śniadaniowych, redakcjach, wydawanie oświadczenia, wykupywanie powierzchni reklamowych żeby je zamieścić i Bóg jeden raczy wiedzieć co jeszcze. Znalezienie nowej pracy jest sto razy łatwiejsze.<br /><br />***<br /><br /><br />W końcu słyszę dźwięk opon przejeżdżających po żwirze. Ufff, jesteśmy w domu. Tomasz otwiera mi drzwi. Z największą możliwą gracją wysiadam z auta, stawiając wysoki obcas na żwirowym podjeździe.<br /><br />- Idź do domu - mówię, przerywając jego chyba trochę zbyt długą rozmowę z (mam nadzieję) jeszcze ociekającą moją ulubioną brandy Mariettą - muszę wyjąć prezenty z bagażnika, a trochę mi to zajmie. Nie musisz mi pomagać, poradzę sobie.<br /><br />W odpowiedzi posyła mi całusa, a ja kwituję go krzywym uśmiechem. Wcale nie rzucam się do bagażnika, a siadam na przednim siedzeniu mojego ukochanego Maserati Quattroporte. Niee, to nie Tomasz go wybierał.<br /><br />- Dzisiaj pobiłeś swój rekord! Kilkanaście minut, niestety nie wiem ile dokładnie.<br />- 14 minut i 8 sekund. Dokładnie cztery powtórzenia Legendary - Filip uśmiecha się w półmroku auta - swoją drogą Welshly Arms powinno dostać za tą piosenkę nagrodę<br />- Dobrze wiesz, że to jedna z moich ulubionych. Poradziłabym sobie z nim, dlaczego tak szybko kazałeś mi się odezwać?<br />- Znam cię na tyle długo, żeby wiedzieć, że oblanie drinkiem to poważna sprawa i babka musiała sobie zasłużyć. I z tego co słyszałem, zasłużyła. Sama nie pakujesz się w takie dramy. A on zna cię na tyle krótko, żeby nie wiedzieć, że taka przedłużająca się cisza to cisza przed burzą. Nie przeżyłby tego.<br />- Ale czy to naprawdę był przypadek?! - powtarzam pytanie Tomasza sprzed godziny. Śmiejemy się jak dzieci.<br />- Gdybym tylko mógł być na jego miejscu - rzuca nagle posmutniały Filip, a ja pozwalam rozejść się tym dźwiękom po aucie i dłuższą chwilę analizuję je. Nagle dociera do mnie co powiedział i zrywam się na równe nogi tak bardzo jak to możliwe. Siedzę przecież w aucie.<br />- Smęcisz - rzucam mocno poddenerwowanym głosem - na pewno jesteś głodny, no i już zmęczony - patrzę na wysadzanego diamentami Rolexa Daytona i faktycznie. Mamy 6:30. Nad świeżo przyciętym trawnikiem unosi się mgła, przez ośnieżone drzewa prześwitują pierwsze, jeszcze leniwe promienie słońca - Wracaj do domu, zadzwonię po ciebie po południu. Widzimy się przed 19:00.<br /><br />Wyskakuję z auta prawie potykając się o własne nogi i grzęznąc w żwirze nowymi szpilkami od Manolo Blahnika. Szybko się zbieram, bo nie chcę, żeby pomagał mi się wydostać. Głośno trzaskam drzwiami i uciekam po marmurowych schodach. W głowie ciągle mam słowa &#8222;gdybym tylko mógł być na jego miejscu&#8221;. Mógłby. Ale nie może. Jesteśmy z dwóch różnych światów i to po prostu nigdy by nie wypaliło. Branża by mi tego nie wybaczyła. Otwieram ciężkie drzwi wejściowe, staję w ogromnym hallu sama. Gaszę światła, bo po nieprzespanej nocy oczy są już zbyt wrażliwe. Siadam na szezlongu, zrzucam szpilki i zaczynam płakać. Straciłam kontrakt życia, a mój facet udaje, że tego nie widzi. Albo widzi, tylko woli udawać, że tak nie jest? Wtedy musiałby mnie wspierać, pocieszać, znajdować alternatywne rozwiązania. Tak jest mu wygodniej, przecież taki mamy układ. Każdy wyciąga z niego coś dla siebie. On ma mnie, jest moim narzeczonym, a ja straciłam tylko 20 milionów złotych. A to o mnie piszą, że umiem się ustawić.<br /><br />Zrzucam płaszcz i zostawiam go w hallu. Zwykle staram się zostawiać po sobie jak największy porządek, aby moja pomoc domowa, pani Wiktoria nie miała za dużo pracy. Wiem, to dziwne. Ale nie jestem w stanie pokazać komukolwiek czegoś niedoskonałego, co mogłoby być związane ze mną. Poza tym na co dzień pracuję z tak wieloma osobami i zarzucam ich tak ogromną ilością pracy, że chciałabym, żeby chociaż moja pomoc domowa nie przeklinała na sam dźwięk mojego imienia. Wychodzę po schodach prowadzących do studia nagraniowego. Wchodzę na grubą i miękką wykładzinę do sporego jak na mój gust pomieszczenia, niecałe 50m2. Potykam się o leżące na podłodze trzy sterty kartonów. To pani Wiktoria musiała wieczorem przynieść tu wszystkie paczki PR&#8217;owe. I tak pewnie oddam jej połowę tego wszystkiego. Po jednej stronie stoją robione na zamówienie komody z szufladami na kosmetyki, z górną nadstawką ze szklanymi drzwiczkami, w których eksponuję najważniejsze i najdroższe kosmetyki do pielęgnacji i makijażu. Po drugiej znajduje się scenografia do filmów - stolik, fotel, zdjęcia w czarnych ramach i mnóstwo kwiatów w wazonach. Włączam światła, kamerę - zaczynamy show - myślę, przybierając najpiękniejszy z moich uśmiechów. Uśmiech nr 5 do filmów beauty:<br /><br />- Witam was w kolejnym filmie! Dziś pokażę wam jak robię demakijaż! Od razu opowiedzcie mi w komentarzach jak minął Wam dzień, ponieważ mój był fantastyczny!<br /><br />Po pierwsze, moi drodzy obserwatorzy, demakijaż już jest praktycznie zrobiony, bo płacząc zmyłam połowę makijażu. Po drugie, mój był do dupy, ale nie mogę wam tego powiedzieć, bo przecież wtedy nikt nie będzie mnie oglądał. To u mnie zawsze musi być idealnie, żebyście mogli zapomnieć chociaż na chwilę o własnych problemach. A nawet jeśli chciałabym wam opowiedzieć, dlaczego jestem taka smutna to i tak nie mogę, bo obowiązuje mnie umowa o zachowaniu poufności. I po trzecie, dzień nie minął mi wcale, bo jest 7:30 rano, a ja robię demakijaż i kładę się spać. Wyłączam kamery, wysyłam film do mojego montażysty.<br /><br /><br />Data: 09.10.2019, godzina 7:32<br />Do: lukasz.b@videoagency.com<br />Od: joanna.k@gmail.com<br />Temat: Demakijaż - Youtube<br /><br />Daj dużo muzyki i śmiesznych gifów, żeby to się obroniło. Parę miejsc trzeba będzie wyciąć, bo chciało mi się płakać przez pół filmu.<br /><br />A.<br /><br /><br />Wyłączam komputer, gaszę światła i jeszcze zanim zamknęłam drzwi dostaję odpowiedź:<br /><br /><br /><br />Data: 09.10.2019, godzina 7:34<br />Do: joanna.k@gmail.com<br />Od: lukasz.b@videoagency.com<br />Temat: Re: Demakijaż - Youtube<br /><br />Spoko, dodam napis, że to reakcja alergiczna na płyn micelarny. Nie przejmuj się, zawsze ze wszystkim sobie radzisz.<br /><br />Ł.<br /><br />Współczuję tej firmie. Zanotują spadek sprzedaży o jakieś 20% tak jak podczas mojej ostatniej kłótni z byłym partnerem. Długa historia. Patrzę z furią na ostatnie słowo. &#8222;Radzisz&#8221;. Nie mam innego wyjścia. On ma regularną pracę, dostaje wypłatę co miesiąc, a ja mając już teoretycznie zapewniony kontrakt reklamowy i pieniądze do życia na najbliższy rok dowiaduję się ze sceny podczas eventu, że firma rozmyśliła się i wzięła do kampanii moją rywalkę. W momencie, kiedy wszystko było już załatwione! Rzucam telefon na łóżko, a konkretniej rzecz ujmując rzucam telefonem w Tomasza. Siedząc przed ekranem kilkanaście godzin dziennie nie można nie mieć wady wzroku. Niczego nieświadomy chrapie w najlepsze. Idę wziąć szybki prysznic i kładę się do łóżka. Przypominam sobie moją złotą poradę z jednego z ostatnich filmów: kładźcie się spać przed północą i śpijcie co najmniej 7 godzin, wtedy wasza cera będzie promienna i wypoczęta. Śmieję się z własnego żartu i zazdroszczę wszystkim dziewczynom piszącym mi w komentarzach &#8222;to naprawdę działa, jesteś wspaniała!&#8221;. One mają czas, żeby naprawdę tego spróbować. Jest 8:10, a ja jak niczego innego na świecie jestem pewna, że wstając za chwilę o 13:00 moja cera w ani jednym calu nie będzie promienna. Chyba, że jakiś dobry anioł zrobi mi w nocy maseczkę, spryska rozświetlaczem i zabierze część problemów. Dobranoc świecie.<br /><br />Tekst dostępny również na <a href="http://influencerka.blogspot.com" target="_blank" rel="nofollow">http://influencerka.blogspot.com</a>]]></description>
<pubDate>Âroda 9 PaÂdziernik</pubDate>
<comments>Âroda 9 PaÂdziernik</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=166#p166</link>
<guid isPermaLink="false">166@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Dziś!<br />Dziś nie, jutro!<br />Kiedy będzie dziś?<br />Dziś będzie jutro.<br />Co znaczy jutro?<br />Jutro znaczy nigdy dziś!<br />Kiedy będzie dziś?<br />Dziś będzie jutro!]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 13 Maj</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 13 Maj</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=165#p165</link>
<guid isPermaLink="false">165@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Ty, co czyny nasze sprawiedliwie ocenisz - broń, broń, broń<br />a serca i umysły, jak zechcesz, to zmienisz - broń, broń, broń<br />złych sprowadź na właściwą drogę - broń, broń, broń<br />pokaż im, jaką wywołali trwogę - broń, broń, broń<br />a wszystkich, tych nieustępliwych - broń, broń, broń<br />ich traktuj, jak nieżywych - broń, broń, broń<br />zapomnij tych, co przeciw &quot;cierpiącym&quot; nastają - broń, broń, broń<br />odbierz im słowa, którymi kalają - broń, broń, broń<br />zechciej &quot;cierpienie&quot; dzieci swych zobaczyć - broń, broń, broń<br />spójrz na &quot;bezbronne&quot;, pogrążone w &quot;rozpaczy&quot; - broń, broń, broń<br />zauważ tych, co &quot;cierpią największe katusze&quot; - broń, broń, broń<br />miej miłosierdzie, zajrzyj w piękne dusze - broń, broń, broń<br />broń, bo opieki im trzeba w sądnej chwili.<br />broń, broń, broń pedofilii.<br /><br />Zapraszam na moje strony i kanały społecznościowe.<br />Strona internetowa: <a href="https://sites.google.com/view/ernest-arov/strona-g%C5%82%C3%B3wna" target="_blank" rel="nofollow">https://sites.google.com/view/ernest-ar &hellip; 2%C3%B3wna</a><br />Blogger: <a href="https://www.blogger.com/blogger.g?blogID=286929205473729643#allposts" target="_blank" rel="nofollow">https://www.blogger.com/blogger.g?blogI &hellip; 3#allposts</a><br />Facebook: <a href="https://www.facebook.com/ernest.arow.3" target="_blank" rel="nofollow">https://www.facebook.com/ernest.arow.3</a>]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 13 Maj</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 13 Maj</comments>
</item>
<item>
<title>Warto pisac dalej?</title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=164#p164</link>
<guid isPermaLink="false">164@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[I<br /><br />Cezary zaparkował samochód, wyłączył silnik i położył głowę na zaciśnietych na kierownicy rękach. To był ciężki dzień &#8211; pomyślał. Jak to możliwe, że został zwolniony z pracy? Przecież zrobił więcej niż to od niego wymagano... A może to właśnie dlatego? Myśli biły się ze sobą. Spojrzał na dom, w którym wynajmował ciasny pokoik i powiedział na głos: home sweet home. Roześmiał się z goryczą. Kompletnie nie miał ochoty wracać do domu, w którym wspólokatorzy nie dbali o nic innego tylko o swoje cztery litery. <br />&nbsp; &nbsp; W domu oprócz niego bylo jeszcze 8 osób. Dwie kobiety i sześciu mężczyzn. Wszyscy mniej więcej w tym samym wieku. Pracowali w tej samej firmie, na różne zmiany. Także praktycznie cały czas ktoś był w domu. Brak szans na prywatność i tak bardzo potrzebną Cezaremu w tej chwili samotność.<br />&nbsp; &nbsp; Wszedł do swojego pokoiku, ogarnął wzrokiem cały dobytek &#8211; skromna brązowa szafa, niewystarczająca żeby pomieścić jego niewielki zbiór ubrań, wąskie łóżko z używanym materacem, na którym spanie nie należało do najbardziej komfortowych, mała wiklinowa komódka kupiona przez niego za pare złotych na targu i okno. Duże, wychodzące na taras, dające normalnie dużo światła, ale ostatnio Cezary zasłaniał je. Współlokatorzy lubili zaglądać mu do pokoju, zdarzyło sie nawet, że jeden z nich po pijaku próbował przez nie wejść i zabrać go siłą na imprezę.<br />&nbsp; &nbsp; Cezary był spokojnym człowiekiem. Nie lubił imprezować, nie pił, bo bardzo źle znosił kaca. Trząsł się zawsze jak osika, wymiotował i ogólnie rzecz biorąc &#8211; był nie do życia. Ineteresował go spokój, czasem chodził do kina, sam, bez towarzystwa, aby w samotności delektować sie spektaklem. Cezary nie miał zbyt wielu przyjaciół, chociaż był bardzo pogodną osobą. Nie ufał ludziom. Nie jeden raz <br />w swoim 40-letnim życiu został już zdradzony przez swojego &#8222;przyjaciela&#8221;. Jak choćby teraz... Zaufał szefowi, a ten go zdradził i zwolnił... Życie to pasmo przykrych niespodzianek - pomyślał z goryczą. Odsunął zasłony. Wyciągnął się na łóżku i spojrzał za okno. Na szczęście jego współmieszkańcy imprezowali w salonie, więc na tarasie nie było nikogo. Oddał się chwili zadumy.<br />&nbsp; &nbsp; Co jest nie tak? Co muszę zmienić? Zaczął pytać samego siebie. Przede wszystkim potrzebuję nowego mieszkania i pracy. Kątem oka zauważył jak coś mignęło za oknem. Poderwał sie z łóżka, ale taras nadal był pusty. Wrócił na łóżko pewny, że tylko mu się przywidziało. Odpalił laptopa i zaczął szukać mieszkania do wynajęcia.<br /><br />II<br /><br />&nbsp; &nbsp; Siedział za kierownicą swojego Golfa i pędził z nadzieją w sercu na spotkanie z właścicielem przyszłego&nbsp; &#8211; miał nadzieję &#8211; mieszkania. Dwa pokoje niedaleko centrum dużego miasta były dla niego czymś w rodzaju&nbsp; luksusu. Bardzo tego chciał. Powtarzał sobie w myślach: &#8222;nie gorączkuj się, nie nastawiaj, przecież wiesz, że zazwyczaj sie rozczarowujesz&#8221;, ale to było silniejsze od niego.<br />&nbsp; &nbsp; Kiedy dojechał na miejsce właściciela jeszcze nie było. Rozejrzał się. Okolica wydawała się spokojna. Chociaż był już prawie piątkowy wieczór nie było słychać imprez czy awantur. Spodobało mu się jeszcze bardziej. Mógłby je wynająć nawet bez oglądania... Zamnkął oczy i oddał się marzeniom. <br />Z tego stanu wyrwał go Tomasz.<br />- Chcesz zobaczyć jak wygląda w środku? &#8211; uśmiechnął się.<br />- Nie moge się doczekać! &#8211; odparł Cezary i ruszył za Tomaszem.<br />&nbsp; &nbsp; Weszli do małego mieszkanka na trzecim piętrze. 2 pokoje, kuchnia, łazienka, balkon. Szczyt marzeń dla samotnego Cezarego. Wychodząc z łazienki znowu coś mu mignęło. Odwrócił się, ale nic nie zauważył.<br />- Biorę &#8211; powiedział szczęśliwy do Tomasza. <br />Podpisali umowę, dostał klucze i został sam.<br />&nbsp; &nbsp; Był niesamowicie szczęśliwy. Nareszcie! Usiadł w pustym pokoju na podłodze i zaśmiał się.<br />Przeprowadził sie jeszcze w tą samą noc. Bez żalu. Zapłacił za miesiąc z góry, ale nie czuł potrzeby mieszkania tam jeszcze przez miesiąc. Wolał swój &#8211; jeszcze pusty - kąt. Podczas pakowania usłyszał na tarasie cichy szczęk. Jakby ktoś stuknął szklanką o okno. Nawet nie spojrzał w tamtą stronę. Zabrał rzeczy, oddał klucz i odjechał.<br /><br />III<br /><br />&nbsp; &nbsp; Pierwszą noc spał na podłodze. Było twardo, ale za to cicho i spokojnie. Wyspał się o niebo lepiej niż w tamtym pokoiku. Uśmiechął się. Tak, pomyślał, tego mi było trzeba. Przeciągnął się, wziął prysznic i odpalił laptopa. Na szczęście miał spore oszczędności, więc w spokoju mógł zamówić przez Internet najpotrzebniejsze rzeczy do swojego mieszkanka.<br />&nbsp; &nbsp; Łazienka wymagała jeszcze sporo pracy, ale zupełnie to Cezaremu nie przeszkadzało. Kupił już białą farbę i zabierał się za malowanie. W prawym górnym rogu zauważył jakiś malunek, który wyglądał jak namalowane przez dziecko, uczące się pisania liter. Wzruszył ramionami. Nie zapytał Tomasza kto mieszkał tu przed nim, ale nie wydawało mu się to znaczące. Zamalował litery. Zrobił przerwę na obiad, a potem do wieczora malował resztę łazienki.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 6 SierpieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 6 SierpieĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.piszesz.pun.pl/viewtopic.php?pid=163#p163</link>
<guid isPermaLink="false">163@http://www.piszesz.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Cześć wszystkim forumowiczom.<br /><br />Chciałbym oficjalnie poinformować, że fragment książki, którą tu czytacie niebawem wraz z resztą treści pojawi się w księgarniach.<br />Jestem niezmiernie szczęśliwy i jest mi niesamowicie miło z tego powodu. <br />Chciałbym zaapelować do wszystkich, którzy próbują i chcą pisać i wydawać swoje wypociny. Nie bójcie się! Nie wstydźcie się!<br />Próbujcie, nie poddawajcie się nawet gdy kłody rzucane są wam pod nogi! Wysyłajcie maile ze swoimi pracami wszędzie gdzie tylko się da! Musicie być niezłomni, a może niebawem los się również do Was uśmiechnie.<br />Książka zostanie wydana przez Warszawską Grupę Wydawniczą, premiera jest planowana na początek 2018 roku (link do strony poniżej). <br /><br /><a href="http://warszawskagrupawydawnicza.pl" target="_blank" rel="nofollow">http://warszawskagrupawydawnicza.pl</a><br /><br /><br />Więcej informacji podam, wkrótce. W razie pytań jestem do dyspozycji.<br /><br />Pozdro dla wszystkich.<br />Junduś]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 11 GrudzieĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 11 GrudzieĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
